Paradise Lost - "Draconian Times"

Paradise Lost - "Draconian Times"
Gatunek: gothic metal
Data premiery: 12.06.1995
Wydawca: Music For Nations
Pochodzenie: Wielka Brytania
paradiselost.co.uk

Utwory:
1. Enchantment
2. Hallowed Land
3. The Last Time
4. Forever Failure
5. Once Solemn
6. Shadowkings
7. Elusive Cure
8. Yearn for Change
9. Shades of God
10. Hands of Reason
11. I See Your Face
12. Jaded

13. Enchantment - demo 1994 (bonus - reedycja 2011)
14. Last Desire - demo 1994 (bonus reedycja 2011)
Skład:
Nick Holmes - wokal
Gregor Mackintosh - gitara prowadząca
Aaron Aedy - gitara rytmiczna
Steve Edmondson - bas
Lee Morris - perkusja







Tytuł


Nick Holmes: Można go  - w sensie czasowym - interpretować dwojako. Niewątpliwie kojarzy się on ze średniowieczem, czyli okresem ciemnoty, wojen, nędzy i chorób. Zresztą bardzo często w ten właśnie sposób określa się tamte czasy. Gdy się zastanowić, mają one jednak wiele wspólnego z obecnymi realiami, kiedy cała egzystencja człowieka sprowadza się do jednego: przeżyć! Czynić wszystko, aby przeżyć jak najdłużej i w maksymalnie korzystnych dla nas warunkach. To również myśl przewodnia tego albumu. Tzn. tekstów.
(Metal Hammer 5/1995)


Single



Paradise Lost - The Last TimeThe Last Time

1. The Last Time
2. Walk Away (The Sisters of Mercy cover)
3. Laid to Waste
4. Master of Misrule







Paradise Lost - Forever FailureForever Failure

1. Forever Failure
2. Another Desire
3. The Fear









Teledyski









Recenzje



Metal Hammer nr 6/1995 (album miesiąca)

Zacznę od tego, że ktoś poprosił mnie o przegranie kilku utworów z paru najnowszych albumów. Na tej swoistej kompilacji Paradise Lost mieli zaistnieć w dwóch utworach. Tylko dwóch. Konkretnie dwóch z dwunastu. Należałoby więc wybrać te najbardziej reprezentatywne dla „Draconian Times”, bądź też najlepsze. W obydwu „kategoriach” to zadanie mnie przerosło, a myślę, że większość słuchaczy – zwolenników PL i najnowszej płyty w podobnej sytuacji byłaby podobnie bezsilna.

Po pierwsze – „Draconian Times” nie posiada utworów „reprezentacyjnych”, które powiedziałyby wystarczająco dużo o całym albumie. Problem ten stwarza niezwykła różnorodność tej dwunastki. Wiem, wiem... „ogromna różnorodność materiału” to jedno z recenzenckich cliché. Jednakowoż w przypadku ,,Draconian Times” żadne inne określenie nie byłoby bliższe prawdy.

Jest tu nastrojowy i niemal optymistyczny (?!!!) – ,,Enchantment”. Depresyjny, mroczny i paranoidalny - „Forever Failure”. Do szpiku kości „paradajski” – „Elusive Cure”. Wręcz punkowy i... „antyparadajski” – „Once Solemn” – niewątpliwie „z urodzenia” hit na koncerty. Balladowy, ciężki i klimatyczny – ,,Shades Of God”. I tak dalej... A na zakończenie super-walec o zniewalającym nastroju, melodii i wokalach – „Jaded”. Oto dwanaście twarzy Paradise Lost! lle „twarzy” (utworów) tyle uczuć i klimatów w nich zaklętych oraz tyle emocjonalnych strun, które poruszają. Wszystko to musi istnieć jako całość, którą nazwano „Draconian Times”.

Doprawdy nie mam pojęcia, jak udało im się wytypować utwór – konkretnie „The Last Time” – na singiel poprzedzający płytę. To taka uwaga na marginesie... Po drugie – „Draconian Times” nie posiada utworów lepszych i gorszych. Może jedynie – cytując ML – „niesamowite i niesamowitsze”. Zaś te „niesamowitsze” ciągle się zmieniają, gdyż uwagę przykuwają raz te, raz inne patenty. Co zresztą się zgadza się z zapowiedziami PL, którzy zgodnie twierdzili, że o ile na „Icon” istnieją słabsze momenty, „Draconian Times” nawet na chwilę nie schodzi poniżej określonego poziomu. Jeszcze kilka dni temu zupełnie „kosmiczna wizja” dzisiaj, po przesłuchaniu albumu, stała się rzeczywistością. Oni mieli rację!!! Chociaż ta racja była niemożliwa do wyobrażenia. Obecnie, gdy można ją usłyszeć, nie zgłaszam żadnych wątpliwości. „Draconian Times” to dwunastoutworowy, nieprzerwanie perfekcyjny ciąg „paradajskiego” geniuszu. No bo jak tu wybierać pomiędzy „Enchantment” i „Forever Failure”? Albo „Elusive Cure” i „Once Solemn”? Tudzież „Shades Of God” i „Jaded”? W każdym razie ja się tego nie podejmuję.

O „Draconian Times” można by pisać jeszcze długo i obficie. Można by pisać o rewelacyjnym brzmieniu. O magii buchającej z obrazu na froncie okładki. O niesamowitych zdjęciach wewnątrz. O znakomitej grze Lee Morrisa, który wypełnił lukę, jaką stworzył Matt Archer, dotarłszy do szczytu swych możliwości. O melodiach, sprawiających, że ciarki przebiegają po plecach. O samplerze z głosem Charlesa Mansona i demonicznym charakterze „Forever Failure”. O uderzająco dojrzałych tekstach Nicka Holmesa. O tym, co oznacza słowo „sorry” (utwór numer 4). O filozoficznym aspekcie poezji Holmesa. O jego wokalnym rozwoju i tym, co osiągnął i prezentuje na „Draconian Times”. O ścieżkach kompozytorskich przemierzanych przez Grega Mackintosha. O jego GRZE na tym albumie. O... O tym wszystkim, co składa się na geniusz i magię „Draconian Times”. Geniusz i magia. Nie są to słowa obce dyskusjom i recenzjom twórczości Paradise Lost. Pojawiły się już wcześniej w tej recenzji. Pojawiły się w kontekście innych albumów. Np. „Icon”. Rzecz w tym, że to nigdy nie jest ta sama magia i ten sam geniusz. Są inne. Choć nie tylko inne. Są – z płyty na płytę – coraz większe. Dlatego po raz kolejny mogę napisać – LONG LIVE PARADISE LOST!!! Dopóki te słowa kryją za sobą niezmierzoną, „paradajską” głębię, możemy spać spokojnie... 
KK


Tymczasem w „Brumie” (9/1995) pan W. W. jak zwykle niezadowolony:

Nawet największym wykonawcom (do których w kategorii „heavy metal” zaliczam Paradise Lost) zdarzają się płyty przeciętne (do których, w kategorii Paradise Lost zaliczam „Draconian Times”). Właściwie nie ma się do czego przyczepić. Ciekawe, głęboko osadzone w łatwo rozpoznawalnym, zdefiniowanym na „Icon” klimacie kompozycje, pełna charakteru melodyka, coraz doskonalszy warsztat (NICK HOLMES!!!)... powinny gwarantować akuratną ucztę dla fanów. Mimo to trudno odpędzić uczucie, że materiał został sklecony jakby przypadkowo. Utwory doskonale funkcjonujące z osobna, razem „gryzą się” osłabiając napięcie i elektryzm całości. Naturalnie płytę warto znać, choćby dla takich gigantów jak: „Enchantment”, „Yearn for Change”, czy „Forever Failure”... jednak na arcydzieło pokroju „Shades of God” lub „Icon” będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.
W. W.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza