King Diamond - "Conspiracy"

King Diamond - "Conspiracy"
Gatunek: heavy metal
Data premiery: 21.08.1989
Wydawca: Roadrunner Records
Pochodzenie: Dania
www.kingdiamondcoven.com

Utwory:
1. At the Graves
2. Sleepless Nights
3. Lies
4. A Visit from the Dead
5. The Wedding Dream
6. "Amon" Belongs to "Them"
7. Something Weird
8. Victimized
9. Let It Be Done
10. Cremation





Recenzja


Thrash 'Em All nr 3-4/1989 (ocena: 11/12)

King Diamond - "Conspiracy" - pierwotna okładka
Pierwotna okładka odrzcuona przez zespół
Wtedy mistrz ciemności uniósł dłoń, a mocną – na ten czas zebrane wokół diabły, succuby. strzygi i demony pomniejsze, łby rogate karnie spuściły i w głos zniewalający się wsłuchały – Lucyfer przemówił! W ten sposób mógłbym rozpocząć recenzowanie czwartego dużego produktu Kinga Diamonda - „Conspiracy”. Mógłbym też wzorem naszych rodzimych debili (czyt. „fachowych recenzentów”) użyć jeszcze kilku fragmentów z tej papki merytorycznej, którą karmi się nas od lat. Ale po co? Na szczęście jestem kompletnym amatorem i zamiast oblewać kolana ciepła uryną w niemym zachwycie lub zrobić z faceta kompletne zero, postaram się wyjaśnić, o co (być może) chodziło mu tym razem. (...)

Możliwe, że pierwszym stwierdzeniem będzie u niektórych sakramentalne – kurwa, znowu to samo!! I będzie to racja, aczkolwiek, według mnie w przypadku Kinga Diamonda jest to cholerny komplement. Facet od paru lat kreuje stworzony przez siebie, niepowtarzalny (jak dotąd) styl, którego jeszcze nikomu nie udało się zaszufladkować i już choćby za to należałoby wykonać manewr polegający na przyłożeniu ust do pewnego owalu, który facet posiada (jako śmiertelnik). Jednak pomimo wielu kontrowersji K. D. ewoluuje.

Począwszy od Mercyful Fate, których to dwie (niestety) płyty rzuciły na ziemię większą część klienteli (oczywiście tej intelektualnej, bo pozostałą można rzucić na glebę jedynie za pomocą „cegłówki” z napisem... (wpisz nazwę swojej ulubionej formacji). Potem dwa cukierki „Fatal Portrait” i „Abigail”, czyli poszukiwanie substytutu tamtej trucizny. Może nudził, może nie – historia oceni. Następnie „Them” i już słychać bardziej bezczelny aranż, nieco mniej rozszalały głos wykorzystujący przedziały skali z okresu Mercyful Fate, aż teraz „Conspiracy”.

Jest bardziej drapieżna, przez co dla nas mięsożernych – bardziej zrozumiała. Wokal mniej wydumany, momentami niższy, toteż zdesperowany słuchacz nie lata co chwilę do drzwi w poszukiwaniu listonosza pedała. Trochę mniej ultradźwięków, a jaki efekt!

Sama muzyka również uległa pewnym zmianom, na co na pewno złożyły się ciągłe zmiany wśród akompaniujących muzyków. Aktualny skład to: Andy La Rocque (gitara), Pete Blakk (gitara), Hall Patino (bas) i Mikkey Dee (perkusja), którego po nagraniu płyty „zdążył” zmienić Snowy Shaw. To co tworzą oscyluje w stronę tradycyjnego metalu z nieco „cieńszą” perkusją, co zresztą sam Król zdążył zauważyć! Niemniej, jakie by te zmiany nie były, u Diamonda nie ma to aż tak istotnego znaczenia. Jest na pewno twardziej i bardziej chamsko. Generalnie ważną sprawą jest to, iż Boss ograniczył swoje wjazdy, chcąc dać pograć swoim kolesiom. Szkoda, że tak późno. Dało to bardziej realne i może przez to lepsze klimaty.

Co warto zauważyć w całości utworów? Na pewno perełkę „The Wedding Dream” ze wspaniałym motywem organowym (fragment pewnej żałobnej, dla niektórych, melodii) oraz „Something Weird” ze skrzypcami a'la Kansas, których klimat efektownie usiłuje zniszczyć gitara – na szczęście krótko! Teksty nadal są narracją, fascynującą barwnością i poetyką, rozłożone na wiele postaci, coś jakby John Anderson i Yes? Podsumowując najnowszy album „Conspiracy”, należałoby stwierdzić: u Diamonda bez zmian – i dobrze!!!
Rob von Kohler II





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza