Testament - "The Gathering"

Testament - "The Gathering"
Gatunek: thrash metal
Data premiery: 28.06.1999
Wydawca: Spitfire Records/USG Records
Pochodzenie: USA
Porównaj ceny: CD | winyl

Utwory:
1. D.N.R. (Do Not Resuscitate)
2. Down for Life
3. Eyes of Wrath
4. True Believer
5. 3 Days in Darkness
6. Legions of the Dead
7. Careful What You Wish For
8. Riding the Snake
9. Allegiance
10. Sewn Shut Eyes
11. Fall of Sipledome
12. Hammer of the Gods (bonus)

Skład:
Chuck Billy – śpiew
Eric Peterson – gitara
James Murphy – gitara
Steve DiGiorgio – gitara basowa
Dave Lombardo – perkusja


Recenzje


Metal Hammer nr 8/1999 (ocena: 4,99/5)

Testament - "The Gathering" - nowa okładka
Reedycja Nuclear Blast 2017 - zmieniona okładka
No! Wreszcie doczekaliśmy się następnej pozycji w dorobku mistrzów z okręgu Bay Area. I to jakiej!... od razu trzeba dodać. Bez wątpienia jest to jedna z najlepszych płyt w ich dorobku. Choć tak naprawdę słaby krążek, powiedzmy sobie szczerze, trudno u nich znaleźć. Dwa ostatnie studyjne albumy grupy były nad wyraz agresywne muzycznie. Ten również jest bardzo bliski debiutowi z 1987 roku, choć nie jest tak brutalny jak „Low” czy „Demonic”. Chociaż takie nagrania jak „Legions Of Dead” należą z całą pewnością do najekstremalniejszych w historii grupy.

Chuck Billy wraz z kolegami ponownie postanowił zwrócić się ku swym muzycznym korzeniom i dało to zdumiewający efekt. Złożyło się na to szereg elementów, z których jeden wydaje się być decydujący. Nigdy w swej historii grupa nie posiadała tak silnego składu o tak przepotężnym potencjale twórczym i instrumentalnym. Nie dziwię się już teraz słowom, jakie usłyszałem przed kilku miesiącami od Dave'a Lombardo, który na moje pytanie dotyczące tej płyty odpowiedział, że „odpadnę”. Rzeczywiście tak jest. Dave wraz ze Stevem DiGiorgio stanowią w tej chwili chyba jedną z najznakomitszych sekcji rytmicznych świata, jeśli chodzi o muzykę rockową. Do tego dochodzi para zajebistych wioślarzy w osobach Panów Petersona i Murphy'ego. Czegóż więcej potrzeba do szczęścia? Ano idealnej współpracy tych wszystkich indywidualności i wzajemnego zrozumienia. No i wyobraźcie sobie, że to wszystko tutaj znajdziecie.

Kompozycje wprost rozpieprzają w pył wszystko, co stanie im na drodze. Siła tkwi w nich przeogromna. Chuck wraz z instrumentalistami prze tak ostro do przodu w każdym z numerów, że trudno jest utrzymać na wodzy tę płytę. Utwory są przerażająco wprost dopracowane pod każdym względem. Lombardo, jak to zwykł czynić zawsze tam, gdzie się pojawił, dodał swą niezwykle energetyczną i wirtuozerską grą na perkusji tak ogromnego kopa nagraniom kwintetu, że Boże odpuść. To taki cichy bohater drugiego planu, bez którego jednak ta płyta nie byłaby nawet w połowie tak doskonała jak jest. Nikt się nie zawiedzie na tym krążku, bo jest to jeden z najlepszych thrash metalowych albumów wszech czasów.
Maciek Kierzkowski


Jazgot nr 5/1999

Lata 90. nie były łaskawe dla Chucka i jego kompanii. Zmiany w składzie, odejście Skolnicka, trudności ze znalezieniem wydawcy, wszystkie te elementy wpłynęły negatywnie na funkcjonowanie kapeli w świadomości fanów. Dopiero wspaniały album “Demonic” wydany dwa lata temu przywrócił kapelę do łask fanów, znalazło się też wielu nowych.

Wydany na początku czerwca krążek “The Gathering”, zrealizowany dla wytwórni USG, ukazuje grupę w wyśmienitej formie. Dwóch gitarowych herosów, James Murphy oraz Eric Peterson i ich gra powodują, że dreszczyk emocji przebiega po plecach. Dodajmy do tego legendę perkusji, jaką bez wątpienia jest Dave Lombardo, oraz basistę Steve’a DiGiorgio, o otrzymamy jedną z najbardziej szalonych sekcji w metalu. 

Całość materiału otwiera dość zaskakujący, przynajmniej na początku, “D.N.R.”, który po chwili przeradza się w porywający, pędzący z szybkością walca drogowego, miażdżący na swej drodze absolutnie wszystko song. UFFFFF, ale to nie wszystko, kolejny “Down For Life”, nie daje chwili wytchnienia, chciałoby się razem z Chuckiem wyć i krzyczeć, precyzja, z jaką gra Dave Lombardo, jest wręcz porażająca, choćbym rzucił się z rozbiegu całym ciałem na werbel, to i tak nie będę miał takiego strzału jak ON. Delikatny początek “Eyes Of Wrath” może wprowadzić w błąd, czy to “ballada”?, ależ oczywiście, że nie, to kawał mięcha, który swoim ciężarem wręcz przytłacza. “3 Days in Darkness”, to stary fantastyczny Testament, coś pomiędzy “Souls Of Black” a “Ritual” i ta stopa Dave’a, mało kto może zrobić to tak jak on, no może Vinnie Paul. To, co chłopaki wyprawiają w “Legions of Dead", można porównać do numeru “Ride” z niedocenianej płyty “Low”, szybkość, precyzja, gitary, ten charakterystyczny rift, rozpoznawalny od razu, szkolny numer, dla początkujących. Na tym krążku nie ma chwili wytchnienia, “Allegiance”, “Fall Of Sipledome” to kolejne tematy, dla których warto wysupłać trochę grosza i kupić ten album. 

To raptem klasyczne 42 minuty, ale ile w tym finezji, polotu, zadziorności i złości. Niech inni zazdroszczą i do tego uczą się. Ten album jest przykładem na to, jak klasyczne brzmienie nigdy się nie starzeje. Wypada nadmienić, że całość została zrealizowana w studio Chucka Billy’ego, częściowo w prywatnym studio Jamesa Murphy. Można pozazdrościć masteringu i produkcji. Czystość, klarowność partii gitar, dudniący bas, perfekcja Dave’a Lombardo, wszystkie te elementų składają się na album, który nie odkrywa nowych szlaków, ale po co je odkrywać, skoro Testament zrobił to już dawno.
Andrzej Fabis





Podobne:


Testament - The New Order










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz