Gorefest - "Erase"

Gorefest - "Erase"
Gatunek: death metal
Data premiery: 13.06.1994
Wydawca: Nuclear Blast
Pochodzenie: Holandia

Utwory:
1. Low
2. Erase
3. I Walk My Way
4. Fear
5. Seeds of Hate
6. Peace of Paper
7. Goddess in Black
8. To Hell and Back
9. Raven (bonus track)
10. Horrors in a Retarded Mind '94 (bonus track)

Skład:
Jan Chris de Koeijer – wokal, gitara basowa
Frank Harthoorn – gitara
Boudewijn Bonebakker – gitara
Ed Warby – perkusja


Pod koniec pierwszej połowy lat 90. wiele zespołów grających death metal zaczęło wychodzić poza ciasne ramy gatunku w poszukiwaniu nowych środków wyrazu (nie zawsze z dobrym skutkiem, ale przynajmniej wtedy kapele były odważniejsze i próbowały robić coś nowego, zamiast bezpiecznie tłuc to samo na każdej płycie). Do muzyki wprowadzano więcej przestrzeni, melodii i groove'u, tworząc podwaliny dla gatunków określanych dziś jako melodic death metal czy death'n'roll. W 1993 r. Entombed wydał "Wolverine Blues", Carcass - "Heartwork", a rok później Gorefest zaprezentował swój trzeci album  -"Erase", który mocno różnił się od poprzedniej płyty, choćby za sprawą selektywniejszego, czystszego brzmienia, bardziej wyrazistych wokali oraz wolniejszego tempa i prostszych, momentami wręcz rockowych struktur utworów. Album został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez krytykę, jak i przez fanów, jednak z perspektywy czasu wydaje się, że więcej do zaproponowania Holendrzy mieli na drugim krążku - "False", który wciąż doskonale się broni, w przeciwieństwie do "Erase", który dziś nie robi aż takiego wrażenia jak w momencie jego wydania. Co wcale nie znaczy, że nie warto do niego wracać.





O muzyce


W wywiadzie dla polskiego Metal Hammera Jan Chris de Koeijer mówił: „Erase” jest inny od naszych poprzednich produkcji. Tak samo jak „Mindloss” dzieliła przepaść od „False”, różnica między „False” a „Erase” jest ogromna. Trzecia płyta charakteryzuje się mocnym i ciężkim brzmieniem. Jest też bardzo brutalna, lecz przy okazji melodyjna. Tzn. w większym stopniu niż „False”. Ogólnie brzmi jak Gorefest „przyłapany” live. Żadnego klinicznego brzmienia czy przekarmienia techniką. W okresie po wydaniu „False” nauczyliśmy się też sporo o komponowaniu i aranżacjach, co – mam nadzieję – będzie słyszalne na „Erase”. (Metal Hammer nr 5/1994)


O tekstach


Gorefest - "Erase" - kaseta
Kaseta "Erase" + "False", wyd. Morbid Noizz
Jan Chris de Koeijer: Pierwszy utwór na płycie nosi tytuł „Low”. Jest on wyrazem mej wiary w wewnętrzne możliwości człowieka. Wierzę, że każdy potrafi być na tyle silny, aby zostać panem samego siebie i swoim... mistrzem. To działa również w drugim kierunku. Nie sądzę, aby naśladowanie kogoś przyniosło temu, który czerpie wzorce, jakiś pożytek. Tak że nie powinno się narzucać ludziom swoich poglądów, czy postawy, gdyż to ich krzywdzi. Nie wolno mówić: „ja jestem wspaniały, a Ty musisz robić to, co ci powiem”. Należy uszanować indywidualność każdego człowieka i równocześnie samemu nią być. O tym traktuje większość tekstów „Erase”. Sam tytuł i tytułowy utwór również do tego nawiązuje. Nie wolno oglądać się na obiegowe opinie i pozwolić sobą manipulować. Nie można stać się niewolnikiem własnego życia. Jedyna droga to pozbycie się bzdurnych konwencji i myślenie, które da początek świadomemu wyborowi własnej drogi. Tu chciałbym wspomnieć o utworze „I Walk My Way”. Podążam własną drogą i nie toleruję ludzi, którzy chcą mną kierować. Może nie zawsze mam rację i postępuję głupio, ale to na podstawie moich własnych decyzji. Mam swoje zasady i realizuję je – co najistotniejsze – nie krzywdząc innych. To podstawowe prawo – „rób, co uważasz za słuszne, lecz nie rań przy tym ludzi wokół siebie”.

Następny track nazywa się „Fear”. Treść – o podłożu religijnym. Wystąpienie przeciwko tym, którzy wierzą w to, że przyszli na świat napiętnowani grzechem i przez całe życie mają za to pokutować. Boją się podjąć decyzje, które byłyby sprzeczne z obiegowymi normami. Boją się zrobić coś dla siebie, coś, co dałoby im szczęście, choć byłoby np. złe wg mieszczańskiej moralności. Boją się ujawniać swoje prawdziwe uczucia, bo ktoś mógłby uznać je za naganne. Problem w tym, że jeśli ciągle patrzy się na opinie innych, żyje się ich życiem, a nie swoim własnym. Taki mniej więcej jest przekaz całej płyty – nie oglądaj się na czyjeś normy, ustal swoje i sam kieruj własnym życiem! Dołączyliśmy tu również jeden tekst antywojenny. Tematem jego jest sytuacja w Jugosławii i wprowadzenie tam pokoju na siłę. Tak nie rozwiązuje się problemu, który istnieje od dziesiątków lat! (Metal Hammer nr 5/1994)


Recenzja


Metal Hammer nr 7/1994

Jak wielokrotnie potwierdzali, muzycy Gorefest wierzą w tajemną moc trzeciego albumu, która w ziemskich realiach sprowadza się do niczego innego, jak tylko potwierdzenia wartości zespołu lub oficjalnego i definitywnego zatrzaśnięcia za nim klapy śmietnika. Jeżeli to ta właśnie wiara przyczyniła się do stworzenia „Erase”, gotowa jestem i ja złożyć ofiarę czczonemu przez Holendrów „Trójkowemu Bóstwu”. (…)

Większość materiału pokrywa się też z zapowiedziami Jana-Chrisa z wywiadu w „piątce” MH. „Erase” to płyta zarówno heavy, jak i metalowa. Całkowicie naturalna i przypominająca zapis live (czytaj: minimum elektroniki), brutalna, lecz melodyjna, zwracająca uwagę brzmieniem, aranżacjami, różnorodnością i zmianami w warstwie wokalnej. 

Wszystko to jest prawda. Ale nasz „samogadający” Mr. Koeyer zapomniał o paru detalach... Nie wspomniał, że brzmienie jest aż tak ciężkie, niemal doomowe, a utwory bardzo, bardzo, BARDZO zróżnicowane – aranżacyjnie i rytmicznie. Porównując pierwszy - „Low” z... powiedzmy... siódmym - „Goddess In Black” można mieć wątpliwości, czy ich wykonawcą jest ten sam zespół.
Partie perkusji brzmią po prostu rewelacyjnie, ale nie tylko ze względu na ich NAgranie, ale również ZAgranie. Jan-Chris jakoś nie nadmienił, że można słuchać tego albumu delektując się wyłącznie mistrzowską grą Eda Warby i w tym czasie zapominając o reszcie. Od dawna było wiadomym, że jest on jednym z najlepszych metalowych perkusistów, jednak „Erase” ostatecznie przypieczętował ten wyrok. 

Jan-Chris opuścił również kwestię niezrównanych solówek gitarzysty „BB”, którego nazwiska nie sposób wymówić, a od których skrzy się każdy z ośmiu utworów. Skromnie pominął także swoje wokalizy – bardzo odległe od „bulgotów” z „Mindloss” i „False”. Nie ostrzegł, że tej płyty można słuchać nieustannie, a ciągle znajduje się na niej coś nowego i godnego uwagi na każdym z poziomów – instrumentalnym, wokalnym i tekstowym. (Ten ostatni również staje się istotny dzięki niebanalnemu przekazowi pióra Koeyera.) Nie uprzedził o istnieniu takich hitów, jak „Low”, „Erase” czy „I Walk My Way”. No i paru jeszcze innych plusach „Erase”, które każdy z słuchaczy odkryje zapewne na własną rękę. (…) Najkrócej pisząc/mówiąc – ZŁOTO!!!
Katarzyna Krakowiak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza