Acid Drinkers - "Fishdick"

Acid Drinkers - "Fishdick"
Gatunek: heavy/thrash metal
Data premiery: 6.06.2019
Wydawca: Loud Out Records
Pochodzenie: Polska
Porównaj ceny: CD | winyl

Utwory:
1. Ace of Spades (Motörhead)
2. Oh, No! Bruno (NoMeansNo)
3. Deuce (KISS)
4. N.I.B. (Black Sabbath)
5. Another Brick in the Wall (Pink Floyd)
6. Whole Lotta Rosie (AC/DC)
7. Run Run Away (Slade)
8. Fuckin' the Tiger
9. Highway Star (Deep Purple )
10. Balada (Flapjack)
11. N.I.B. (radio version)

Skład:
Titus – wokal, bas
Litza – gitara
Popcorn – gitara
Ślimak – perkusja

Gościnnie:
Grzegorz Skawiński – gitara (3)
Kuba Mańkowski – gitara (9)
Marek „Kisiel” Kisieliński – gitara (9)
Patrycja Kosiarkiewicz – śpiew (10)


Ciekawostki



Acid Drinkers - "Fishdick" - pierwsza okładka
Oryginalna okładka miała przedstawiać penisa w kosmosie. - Litza szedł na stół i bał się, że nie przeżyje – opowiada Titus. - Dlatego nie chciał, żeby jego ostatnia płyta miała na okładce chuja w kosmosie. Bo nie pasował mu jako pomnik nagrobny za działalność muzyczną. (1)
Powstał pomysł, żeby stworzyć karykatury muzyków (wykorzystano go dopiero na reedycji), ale ostatecznie stworzono parodię „Nevermind” Nirvany z karykaturą Ślimaka i ogromnym, „rybim ch...m” (autor zbyt dosłowne potraktował tytuł). Titus: - Powinni wypierdolić kretyna, który to narysował. Andrzej Mackiewicz powinien dostać w łeb za to, że ją zaakceptował. Wyraźnie mówiliśmy mu, jak ma wyglądać. (1)
Litza: Autor okazał się elokwentny, trafnie rozszyfrował tytuł płyty i chciał to bardzo wyraźnie
pokazać. Narysował rybę - członka męskiego, co wskazuje na wspaniałą znajomość języka angielskiego. Tylko pogratulować. Dobrze, że nie robił okładki do „Strip Tease”, bo pewnie narysowałby gołą babę. No ale starał się. Nawet kolory bardzo ładne podobierał. (1)

Z myślą o płycie zespół przygotował również cover Metalliki „The Thing That Should Not Be”, śpiewany przez Litzę, z solówką z „Fade To Black”. Ostatecznie jednak z niego zrezygnowano.

Wokale do „N.I.B.” powstały podczas prób. Litza: - Nie mieliśmy pomysłu na wokale. Adaś włączył mikrofony i próbowaliśmy to zaśpiewać. Po trzech próbach wiedzieliśmy już, co chcemy nagrać. Okazało się, że już wszystko zarejestrował. „Sorry chłopaki” - powiedział. „Nagrałem już trzy wersje. Wszystkie są świetne i wszystkie zostawię”. (1)



Zespół o "Fishdick"



Titus:
Pyszna zabawa i dwie piosenki za dużo. (2)

Wybraliśmy się do Modern Sound Studio, kolejne przegięcie zabawowe. Każdy z nas przyniósł dwie propozycje kowerów, jakie chciałby nagrać. Ja zaproponowałem Motörhead i AC/DC. I na miejscu jeszcze dorzuciliśmy „Highway Star” i jeden nasz własny numer. (3)

A Black Sabbath? To był pomysł mój i Roberta. Dziś stwierdzam, że nie było warto tego nagrywać. W ogóle nie rozumiem tego utworu. Chyba dziadzieję. Kiedyś podobały mi się takie jaja. Dzisiaj, jak włączam płytę, to opuszczam ten numer. (1)


Popcorn:
Pierwszy raz jestem zadowolony z brzmienia. (2)

Litza prowadził wtedy sklep z płytami. Acid Shop i jakis klient zapytał go kiedyś: „Jak będzie się nazywała wasza nowa płyta?” A Litza na to: „Rybi ch...” I gość myślał, że ten mu tak walnął na odczepnego... „No nie, Litza, ale powiedz...” (śmiech). Jestem dumny, że zrobiłem na tej płycie numer Pink Floydów - jest tak przerobiony, żeby były trzy części: lajtowa, czadowa i bardzo ciężka. (3)

W „Another...” nagrywałem wszystkie gitary. Litzy nawet nie chciało się tego uczyć. Ja nigdy nie słuchałem Floydów. Siedziałem kiedyś na imprezie maks zakurzony i jak usłyszałem ten kawałek, to wiedziałem, że to trzeba zrobić. (1)


Ślimak:
Dzięki tej płycie kupiłem sobie zawodowe gary. (2)

Tutaj nareszcie byłem zadowolony z brzmienia perkusji, chociaż pewne rzeczy nagrywałem w korytarzu studia albo w łazience. Gitary też są dobrze nagrane. To dzięki Adamowi Toczko. Ogólnie płyta mi się podoba, a za najlepszy uważam kower Another Brick In The Wall… (3)


Litza:
Tę płytę nagraliśmy, że tak powiem, na zamówienie firmy Loud Out Records. Padła propozycja zrobienia albumu z naszymi ulubionymi kompozycjami. Zgodziliśmy się, ale do studia weszliśmy zupełnie nieprzygotowani, zresztą tuż po skończeniu pierwszej płyty Flapjacka. Próbowaliśmy coś zrobić i muszę powiedzieć, że ta płyta powstawała bardzo spontanicznie. Wiele piosenek jest w ogóle nie do końca przygotowanych i wybieraliśmy te kawałki w ciemno. Moją propozycją było jedynie Nomeansno, a ciekawostką tej płyty jest obecność na niej utworu Flapjacka, który pozostał nam po sesji „Ruthless Kick”. Nie umieściliśmy go na Flapjacku, bo nie pasował klimatem do reszty kompozycji, a że ten utwór się nam podobał, postanowiliśmy wsadzić go na „Fishdicka”. Z kolei inny nasz numer „Fuckin' The Tiger” to miała być zapowiedź nowej płyty studyjnej, chcieliśmy aby w ten sposób brzmiało „Infernal...”, no ale jednak poszliśmy dalej i myślę, że dobrze się stało.

Żałuję, że nie ma na tej płycie żadnego utworu Metalliki, choć przygotowaliśmy ich cover, który nie dostał się w końcu na płytę. To jest jedyna płyta Acidów, na której nie zaśpiewałem i tego też trochę żałuję. (4)



Recenzje



Brum nr 6/1994

Acid Drinkers jest najlepszym polskim zespołem z gatunku „jeszcze bardziej mocne uderzenie” - to po pierwsze. „Fishdick” jest najgorszą płytą Acid Drinkers - to po drugie. Ale jako, że słowa „najlepszy” i „najgorszy” są wręcz niewskazane przy ocenianiu jakiejkolwiek muzyki, biegnę dalej, aby tę myśl rozwinąć.

1 - Płyta zawiera dziesięć utworów, z czego osiem to kowery gigantów rocka, czyli absolutna klasyka. SLADE, KISS, AC/DC... Każdy z tych coverów zagrany został tak jakby był skomponowany specjalnie dla Litzy i kolegów, mało tego, jakby to Acid Drinkers go skomponowali. Nie ma żadnego obrazoburstwa, żadnego kpienia i ironi, jest rzetelne granie i profesjonalizm. Może i jestem ofiarą przyklejania łatek ale w porównaniu z poprzednikami „Fishdicka” trochę mi tego obrazoburstwa brakuje.

2 - Płytce, a przynajmniej niektórym utworom zabrakło również witalności, energii i odlotu, do jakich się przyzwyczaiłem. (zwłaszcza „Another Brick...”, „Highway Star”). Nie ma luzu i przypadku, to wszystko „za dobrze” się zazębia a margines pt. „własna inwencja” jest stanowczo za mały.

3 - „Fishdick”, biorąc pod uwagę honoraria autorskie, jest chyba najdroższą płytą w dziejach polskiego big-bitu - czyż nie?

4 - „Ta” okładka w odróżnieniu od „tamtych” jest koszmarna i wcale nie śmieszna, a cytat z Nirvany wręcz niesmaczny.

5 - Jedyny (bo „Balada” jak donosi Litza to utwór jego zespołu Flapjack) numer autorstwa Acid Drinkers jest (jak na nich oczywiście) stanowczo zbyt monotonny, przejrzysty i psuje trochę klimat całości wycieczki w lata siedemdziesiąte.

6 - I tak jest to „numer jeden” na najbliższy miesiąc w mojej płytotece made in Poland. (Panowie, przecież musiałem się trochę pozaczepiać! OCENA - Oczywiście „max”. Za co? Za bębny Ślimaka, za śpiewanie Titusa, za „Deuce” (spokojnie mógłby się znaleźć na świeżutkiej składance „Kiss my ass” czyli w hołdzie wyznawcom Kissa), za „N.I.B.” (tu w zależności od nastroju „tańcz kurwo” lub „śpiewaj chuju”, czyli Apteka w sosie metalowym), za to, że mamy to szczęście, iż jest u nas taaaki zespół jak Acid Drinkers – to po trzecie i najważniejsze!
A. Kowalczyk


Tylko Rock nr 8/1994

Na brak żartów nikt tu narzekać nie może. Już okładka może rozbawić, jakby parodiujaca Nevermind Nirvany, ze Ślimakiem w miejsce bobasa i cokolwiek nieprzyzwoitym akcentem w tle... Zresztą nie inaczej jest z zawartością płyty. Fishdick to – z wyjątkiem własnych, nowych utworów Fuckin' The Tiger i Balada – zestaw rockowych standardów i prawie klasyki. Highway Star Deep Purple, N.I.B. Black Sabbath, Whole Lotta Rosie AC/DC, Another Brick In The Wall Pink Floyd... Co łączy te wersje, oprócz głosu Titusa i mocnych „acidowych” riffów? Właśnie poczucie humoru…

Drinkersi się bawią. I wciągają nas do tej zwariowanej zabawy. Jak? Choćby zamianą jednego słowa w Another Brick In The Wall: z hey! na acid! Podobno chodziło o to, by nie reklamować reklamowanego do znudzenia szczecińskiego kwintetu. Inny przykład to Run Run Away Slade, który w ich wersji nabrał cech ludowo-pubowej przyśpiewki. Przeróbka N.I.B. Black Sabbath też wypada świeżo, choć te pobekiwania, wygłupy i różne niecenzuralne (kiedyś) odzywki może nie są tym tak bardzo rockowym „pieprzem”.

Jest i coś trochę bardziej serio. Choćby Ace Of Spades z repertuaru Motörhead. Gitarowe glissanda i gra w górnych rejestrach robią dość duże wrażenie. Choć z drugiej strony za mało tu z charakterystycznego śpiewu Lemmy'ego, „pod” którego Titus - z typową dla siebie przekorą - śpiewa w... Whole Lotta Rosie z Let There Be Rock AC/DC... I jeszcze Highway Star. Wykonanie świetne technicznie, choć może trochę za bardzo zagonione, ale też stające niemal dęba w przeciągniętym nieco trylu gitary...
Jakieś podsumowanie? Nic z tego. Raz jeszcze spójrzcie na okładkę...
Grzesiek Kszczotek


Źródła cytatów:
(1) Leszek Gnoiński – Raport o Acid Drinkers
(2) Brum nr 5/1998
(3) Teraz Rock nr 5/2004
(4) Metal Hammer nr 4/1997

www.acid-drinkers.com







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz