Death - "The Sound of Perseverance"

Death The Sound of Perseverance recenzje
Gatunek: progressive death metal
Data premiery: 31.08.1998
Wydawca: Nuclear Blast
Pochodzenie: USA
www.emptywords.org 
www.facebook.com/DeathOfficial

Utwory:
1. Scavenger of Human Sorrow
2. Bite the Pain
3. Spirit Crusher
4. Story to Tell
5. Flesh and the Power It Holds
6. Voice of the Soul
7. To Forgive Is to Suffer
8. A Moment of Clarity
9. Painkiller (Judas Priest cover)

Skład:
Chuck Schuldiner - wokal, gitara
Shannon Hamm - gitara
Scott Clendenin - bas
Richard Christy - perkusja

Produkcja: Jim Morris, Chuck Schuldiner

Chuck Schuldiner:
Sound to muzyka, perseverance to pokonywanie trudności, osiąganie czegoś. Przeszedłem przez wiele trudnych, jak i dobrych chwil. Granie przez czternaście lat w zespole nie zawsze oznaczało samą zabawę. To była również ciężka praca i dużo problemów, wiele różnorodnych doświadczeń i emocji, których doznałem, a nigdy się ich nie spodziewałem. Dla mnie ten „dźwięk uporu” jest tym, co prezentuje ten album – to jest muzyka, która przetrwała wszystkie trudne chwile w moim życiu. 
(Metal Hammer 10/1998)



Recenzje


Metal Hammer nr 10/1998 (ocena: 7/5)

Płyta jest arcydziełem - od początku do końca!!! Absolutnym No 1 w dyskografii grupy zwanej Śmierć! Co jeszcze? Powrót trochę w klimaty „Human”, nie zapominając o melodyjności „Symbolic”. Tak ja to widzę. Materiał jest niesamowicie ciężki i dynamiczny zarazem, a do tego melodyjny i „chory” równocześnie. No, co się tak dziwicie? Jak to ktoś kiedyś celnie określił, jest to jazz-death-metal. I fakt, zmiany tempa są niespodziewane i zaskakujące i właśnie w tych najmniej spodziewanych momentach zwolnienie przechodzi płynnie w dopierdol czy cokolwiek. Chuck nie bawi się nawet w normalne akcenty - u niego 5 jest 3 albo 2 i pół. Tak, to czysta awangarda, a przy okazji posrana jak czterdzieści elektrycznych lam produkowanych niedaleko Paragwaju. Albo jak Michael Palin i Graham Chapman (R.I.P.). A to co? Słucham sobie albumu, a tu nagle „A Moment of Clarity” – dwuminutowa przepiękna miniaturka na gitarę akustyczną - wolna i spokojna. Death i balladka? Nie, to raczej szczyt uczuć zaklętych w rewelacyjne techniczne rzemiosło – gitara Chucka płacze, ryczy, wydziera się i wreszcie uspokojona, cichnie. Końcówka płyty też jest niezła. Znacie „Painkiller” Judasów? Głupie pytanie. Chuck wyciągnął szkielet tego numeru i ubrał go w szaty Death, a następnie odegrał z całą stanowczością. I zaśpiewał jak rasowy Rob Halford, tylko, że o wiele wścieklej. I tak oto klasyka Judasów wyszła jak wałek z „Individual” czy „Spiritual”. Jakby ktoś nie znał, może się nieźle kiwnąć. No, ale dosyć pierdół – wiem, że i tak kupicie ten album i że w krótkim czasie nie będziecie mogli bez niego żyć. Poważnie. Uważam, że warto. A jeśli ktoś jest odmiennego zdania, to... spierdalać!
Pielok



Metal Side nr 2/1998

Od kiedy pojawiło się pierwsze info o nowej płycie Death wiedziałem, że będzie to niedoścignione arcydzieło i to nie tylko 1998 roku. Rzeczywistość utwierdziła mnie tylko w tym przekonaniu. Chuck reaktywował zespół i stworzył muzykę, do której poziomu nie jest się w stanie nikt zbliżyć. Albumowi nr 7 może dorównać tylko kolejna płyta… Death. Tradycyjnie już zmienił się skład, co jednak nie wpłynęło ujemnie na kształt nowych kompozycji. Wykonanie pomysłów pana Schuldinera jest więcej niż perfekcyjne. A same pomysły... Dalej death metal, ultratechniczny, połamane rytmy, wiele typowego dla tej grupy riffowania i boskie solówki. Tej płyty trzeba słuchać dziesiątki, setki razy i za każdym usłyszymy coś nowego. Obowiązkiem jest odsłuchiwanie wszystkich instrumentów pojedynczo, gdyż w poszczególnych partiach ukryte jest całe mnóstwo nieziemskich zagrywek i smaczków. Chuck udowadnia, iż należy do kręgu wirtuozów gitary. Jaka produkcja! Selektywność! Brzmienie! Wszystkie elementy tej misternej układanki na więcej niż celujący! W obrębie jednego utworu tak wiele się dzieje: jest i ostry death metalowy czad, zwolnienia-uspokojenia płynnie przechodzące to w solówki, to znów w kolejne ogniste riffy. Nie ma słabszych numerów, może poza coverem Judas Priest „Painkiller”. Zagrany zdecydowanie lepiej od oryginalny o niebo i piekło razem wzięte (Chuck świetnie radzi sobie z wokalami), a mimo tego słabszy od reszty. Nie ma się co dziwić – kompozycjom MISTRZA nie jest w stanie nikt dorównać. Nie daję noty. Skala jest zbyt mała, aby oceniać płyty Death. Wyrządziłbym wielką krzywdę ekipie Chucka, wystawiając im notę (10) równą innym zamieszczonym w tym (i nie tylko) magazynie.
Darek S.


Mystic Art nr 5/1998

Dzieją się rzeczy wspaniałe! Czy ktoś przypuszczał, że Death powróci? Czy przypuszczał, że w tak wielkim stylu? Czy przypuszczał, że za sprawą Nuclear Blast?!!! He, mogliśmy tylko o tym marzyć, podczas gdy Chuck Schuldiner przy pomocy i olbrzymim wsparciu Nuclear Blast te marzenia urzeczywistnił. Wiara czyni cuda, które przy pomocy sił piekielnych są teraz słyszalne, widzialne i doskonale odczuwalne. „The Sounds Of Perseverance” to kawał soczystego, bardzo zakręconego mięcha, muzyka techniczna, bardzo poszarpana, ale wspaniale, bez wysiłku przyswajalna. Jednych meczą, drugich rajcują wokalne popisy Chucka, jak sądzę trzeba do nich po prostu przywyknąć, ba, są specyficzne, inne i w tym cały ich urok. Jednak chyba każdy z rozdziawioną michą słucha technicznych popisów wszystkich muzyków udzielających się na „The Sound...”, to są rozwiązania szczytowe, genialne i bezkonkurencyjne, ich analiza, ich krytyka, nie mają racji bytu. Dla mnie bomba.
Michał Wardzała






Death - koszulki i płyty


Death - koszulki i płyty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz