Closterkeller - "Viridian" - recenzja

Closterkeller - "Viridian"
Gatunek: gothic rock
Data premiery: 22.09.2017
Wydawca: Universal
Pochodzenie: Polska
www.facebook.com/closterkeller
Kup płytę - porównaj ceny

Stereotypowo kobiety znają więcej kolorów niż mężczyźni, ale Anja Orthodox zna ich chyba więcej niż ktokolwiek. Dzięki niej właśnie dowiedziałem się o istnieniu kolejnego - viridian. Taki właśnie kolor-tytuł ma nowe dzieło Closterkeller. Krążek powinien spodobać się tym, którzy stęsknili się za bardziej czadowym wcieleniem zespołu. Po dwóch łagodniejszych albumach Anja z kolegami (i synem) wraca bowiem do nieco mocniejszego grania. „Viridian” nawiązuje do, moim zdaniem, najlepszego okresu w twórczości grupy, czyli wydanych kolejno płyt „Violet”, „Scarlet”, „Cyan” i „Graphite” (choć kilka utworów pasowałoby też do „Nero”). Mimo słyszalnej w aranżacjach dojrzałości zachowuje młodzieńczego ducha.

„Viridian” to płyta zróżnicowana, jednak bardzo równa, może bez hitów na miarę „Władzy” czy „Na krawędzi”, ale też bez słabych momentów. Co ciekawe, również bez ballad, chyba że za takową uznać finałową „Strefę ciszy”. Jest za to kilka wolnych, ciężkich momentów, szczególnie „To albo to” i „Inkluzja”. W tym pierwszym Anja wydarła się jak za dawnych czasów, w drugim główny motyw, zagrany najpierw na gitarze, przypomina riffy Paradise Lost, ale pod koniec, zaśpiewany chóralnie po łacinie, nabiera zupełnie innego, symfoniczno-metalowego charakteru.

Są i szybsze kawałki jak „Matka ojczyzna”, którego refren bezpośrednio nawiązuje do „W moim kraju” („niezmiennie czarny wiatr wieje, asa zabija król”) i - również polityczno-społeczny - „Król jest nagi” z dość zaskakującymi partiami wokalnymi. Dla kontrastu mamy też dwie weselsze kompozycje - singlową „Kolorową Magdalenę” i trochę cyjanowe „Nocne polowanie”. Z kolei struktura i rytm „Pokój tylko mój” przywodzą na myśl tytułowy utwór z „Violet”, ale za sprawą tekstu robi się „grafitowo”.

Tak, znajdziemy tu trochę nawiązań - muzycznych i tekstowych - do wcześniejszych dokonań, ale nie ma mowy o wtórności. Mimo charakterystycznego, rozpoznawalnego od pierwszych dźwięków stylu, Closterkeller nigdy nie nagrał dwóch takich samych albumów. Ogromną wartością tego zespołu jest to, że po tylu latach grania nie popadł w rutynę i za każdym razem stara się czymś zaskoczyć zarówno w warstwie muzycznej, jak i wokalnej, prezentując zawsze nieco inne spojrzenie na gatunek zwany gotyckim rockiem.

Wracając do kolorów, to jedyne, co mi się tu nie zgadza. Gdy słucham płyty „Graphite”, to widzę w wyobraźni ten kolor, podobnie jest chociażby z „Cyan” i „Nero”. Tymczasem ani viridian, ani żaden inny odcień zieleni nie pasuje do muzyki, która ma znacznie ciemniejszy odcień. Może nie czarny, ale granatowy na pewno. Ale to nie ma znaczenia, tym bardziej że „Viridian” to jedna z najlepszych pozycji w dyskografii Closterkeller.





























Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza